Rachunek sumienia

Oglądam, oczywiście, że oglądam. Wargi zagryzam, paznokcie podjadam, okrzyki wydaję i nawet słowa soczyste z sąsiadem zza ściany wraz. Jak Nasi. Jak Nienasi to już raczej tylko zerkam i kibicuję tym, którzy akurat przegrywają. Bo mi jakoś zaraz żal i mam zalew siostrzano–matczynych uczuć. No chyba, żeby Niemcy.

W sobotę czy niedzielę, kiedym z poranną kawą szwendała się po mieszkaniu, Dzień dobry TVN szwendało się w tle, a w nim dwie panie z panami trzema dywagowały, jak ma kobieta przetrwać Euro, no jak. Dywagacje prowadziła Pani Prowadząca, która sprawnie weszła w rolę Biduli – Ignorantki i dawać, że a co to w ogóle jest ten spalony. Się zeźliłam natychmiast. Nie o to, że się nie interesuje, bo przecież nie musi, ale że za Bidulę- Ignorantkę się przebrała, i że biduli sobie i ignoranci na antenie z satysfakcją niepomierną, z bidulenia siłę czerpiąc i z ignoranczenia moc. No wiecie. Że niby taka jest w tym swoim biduleniu bezradna, a jednocześnie ponad, słodziutka taka w ignorancji swej, że niu niu niu, cholera jasna.

Już miałam rzucić kamień, ale mi się przypomniało, że kto z was jest bez grzechu i tak dalej. I zaraz do mnie,  jak to Jezus przewidział zresztą, dotarło, że ja bezgrzeszna nie jestem też. Czyż nie postanowiłam wszak już dawno Bidulą – Ignorantką w wielu życiowych kwestiach być i czy nie trzymam się tego z satysfakcją większą niż mi daje czasem znajomość tematu?  Czyż nie rozkładam rąk i czyż rzęsami nie trzepoczę przed Administratorem Sieci w pracy mej, że mi się, ojej, tutaj coś popsuło? Do kolegi z IT czyż nie wzdycham bezradnie, że znikło mi coś albo się  pojawiło nagle oj? Otóż rozkładam, trzepoczę i wzdycham. Moja wina, bardzo wielka. Wizerunek swój jako osoby Nieliczącej też pielęgnuję czule, oczami przewracając na każde wspomnienie  liczby dwucyfrowej, od której odjąć trzeba dwucyfrową inną, o mych reakcjach na ile to będzie procent nawet nie wspominając. Jak sama jestem, to nie reaguję, chociaż się nieraz i przy liczeniu spocę. Przy innych za to na czole marsik i buzia w dziubek. Moja wina, bardzo wielka.

Już miałam napisać, że to taka  typowo chyba babska zagrywka, ale przypomniał mi się natychmiast obraz brata mojego rodzonego, jak, zapędzony przez (wtedy jeszcze) narzeczoną swą, warzywa kroić zaczął do “wspólnie robionej” sałatki. Otóż widziałam go wcześniej wykonującego tę samą czynność samodzielnie i nie wierzę, że można się w dziedzinie tej aż tak bardzo, bez celowego aktorzenia, uwstecznić.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Między innymi i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na „Rachunek sumienia

  1. RękąNogą pisze:

    Nasi to także Niemcy (Podolski, Klose).

  2. Anonim pisze:

    Jak zawsze cudowna:)

  3. Kobieta przetrwa EURO bez problemu. No chyba, że zrobi z siebie ostatnią sierotę, która może funkcjonować tylko zawieszona na swoim facecie.

  4. Bez okularów pisze:

    Się zgadzam bez dwóch zdań:)

  5. stara żona pisze:

    Wszyscy to robią, zwłaszcza w związkach – ja pokazuję, że jestem słabsza w czymś (np. naprawianiu samochodu), żebyś ty (mój partner) poczuł się lepiej. I odwrotnie. Ludzie często grają przed sobą te role. Inna kwestia, że czasem, faktycznie, jest to cholernie denerwujące.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s