Cichosza

Sąsiadka spotkana w windzie milczy, to ja też. Pierwsze, drugie. Kiedyś do niej zagadałam, to ucięła zdawkowo, że owszem i tyle było naszej rozmowy o nowym szlabanie. Trzecie. To się teraz nie będę produkować. Czwarte. Ona na paznokcie, a ja na podłogę, but, sznurówkę, czubek buta. Piąte. Takie napięcie, że jakby się nagle odezwała, to bym chyba krzyknęła. Szóste. But, sznurówka, czubek buta. Siódme, dzyń. Bogu dzięki, do widzenia.

Ocieram krople potu z czoła i przypominam sobie sytuację z mojej pierwszej randki, podczas której przez prawie dwie minuty ani ja (pierwsza LO) ani on (trzecia LA) nie mogliśmy wpaść na to, o czym by tu jeszcze. Nie pomogła lista tematów skrzętnie wynotowanych w pamiętniku za radą Bravo Girl, bo w stresie potrafiłam sobie przypomnieć tylko tyle, że punktów miała siedem. Pomogła za to niezastąpiona mama, która, zaalarmowana niepokojącą ciszą za ścianą, wkroczyła do mego pokoju z niecierpiącą zwłoki misją dostarczenia mi zebranych ze sznurka skarpet. Bo że już wyschły.

Kolega ma teorię, że jeśli nie powie się nic przez pięć minut, to potem już koniec. Znaczy – nie ma odwrotu. Cisza triumfuje, kneblując nam usta, chichocząc z naszych spłoszonych spojrzeń. Nie wiem, nigdy nie doczekałam do pięciu minut (Pięć minut to było aż? Naprawdę?), bo, przewidując sytuację krytyczną, zwykle już po minucie wyciągam białą flagę z napisem: „Tak że tego…”

Tylko nie wiem, po co ogóle ten stres? Kto nam kazał zagadywać ciszę i się wstydzić, gdy akurat nie ma czym? Co to cisza zła jest? Nie możemy sobie tak po prostu posiedzieć z małomównym wujkiem, który pokiwał głową w odpowiedzi na wszystkie nasze pytania, a sam pytań nie zadaje? Se posiedźmy przecież.

Jakoś nie mam zupełnie tego problemu z nieznajomymi. Więcej nawet, z nimi to mi się bardzo,  coraz bardziej nawet, o niczym gadać nie chce. U fryzjera mi się nie chce, że deszcz zapowiadają, w taksówce mi się nie chce, że tych autostrad to już chyba nigdy… ani na targu, że popatrz pani, co za matka... Bez stresu ucinam, nie angażuję się, patrzę w bok i udaję, że o, ptaszek. Z przyjemnością nawet, opędzam się od słów i naciszam ciszą. Czyli, że się da.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Między innymi i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

7 odpowiedzi na „Cichosza

  1. A ja lubię ciszę, która towarzyszy bliskości. Myślę, że kiedy trzeba na siłę zagadywać, to oznacza, że nie jest blisko. I wtedy obie strony lub jedna próbują się zabawiać, zagadywać, produkować tematy i anegdotki.

  2. Bez okularow pisze:

    Tak, tak, też lubię:) Ona dotyczy jednak dość wąskiej grupy osób, z sąsiadką przecież nie będę tak blisko. Ani z małomównym wujkiem. Ani z …itd…:)

  3. BiauaGaua pisze:

    Dobre spostrzeżenie: skąd się bierze ta niezręczność w milczeniu? Czemu jest nam głupio w takich momentach?
    Najdurniejsze co w takich sytuacjach można zrobić to wzdychać albo chrząkać.
    Dzisiaj milczałam z wczoraj poznaną koleżanką. Nie wiedziałam, od której strony zagaić, bo kompletnie jej nie znam. Zaczęłam nucić 😀
    A przecież mogłam wyciągnąć telefon i się gapić w tapetę!
    I te myśli krążące bez przerwy:
    -a może by się sama zainteresowała! Co ja się będę…
    -Boże, jak o pogodzie to wyczujemy żenadę w powietrzu i będzie jeszcze gorzej,
    -najważniejsza teraz jest pewność siebie na twarzy połączona z zaabsorbowanym przez coś wzrokiem.
    Po prostu cyrk.

  4. Bez okularow pisze:

    Myślę, że dobrym sposobem może być obrócenie tej krępującej ciszy w żart, nazwanie jej i skomentowanie – to się czasem sprawdza:) Mnie przynajmniej ostatnio częściej takie sytuacje bawią niż krępują. Albo inaczej – to skrępowanie mnie bawi.
    A jak widzę, że drugiej stronie ewedentnie nie zależy to się już w ogóle przestaję przejmować:)

  5. Fidrygauka pisze:

    Może dlatego nie lubimy ciszy, szczególnie na takiej małej przestrzeni, bo sugeruje ona niezuaważanie/ ignorowanie drugiej osoby?
    Też nie lubię gadek o niczym, ale anglosaskie mało odkrywcze wywody o pogodzie + uśmiech (!!!) moim zdaniem idealnie spełniają swoją rolę.
    Zajęło mi to parę lat, by zaadptować taki sposób interakcji.
    Pozdrawiam z Wysp 🙂

  6. Bez okularow pisze:

    Mała przestrzeń narzuca pewną intymność, może o to chodzi:)

  7. BiauaGaua pisze:

    Dobra, obrócenie w żart… A potem znowu cisza 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s