Dress code

Godzina 6.45, pociąg relacji Kraków – Warszawa, wagon tak zwany bezprzedziałowy. Marynarki, garsonki, krawaty i szpilki. Wypielęgnowane palce stukają w klawiatury laptopów, zegarki  wychylają się nerwowo spod mankietów, szeleszczą Gazety Prawne, gruchają dyskretnie komórki,  a kawa w plastikowych kubkach parzy usta zajęte wypowiadaniem biznesowych zaklęć. To wyślij tę fakturę… O piętnastej mam prezentację… Wczoraj umowa… Dzisiaj daedline… Jutro futro.

Wśród tego wszystkiego ja, też wciśnięta w garsonkę i nakłuta na obcas. Mam taką pracę, do której mogę na co dzień i na szczęście chodzić w dżinsach i klapkach, ale czasem, bardzo czasem, każą mi się jednak ubrać ładnie i wysyłają z jakąś misją w świat. Jak dziś. No więc jedziemy w ten świat: ja i garsonka. Do tego  bluzka, co jej rano nie mogłam doprasować, torebeczka Francja elegancja, w torebeczce teczuszka żeby nie było i obcas razy dwa. Nigdy nie czułam się bardziej przebrana, a muszę zaznaczyć, że grywałam kiedyś na scenie sygnalizator.

Ci wokoło to chyba rozpoznają, przynajmniej tak mi się wydaje, że muszą. Tu mi nitka wystaje, a tam mi się zmięło. Obcas niby jest, ale się chwieje, a do teczuszki żeby nie było przykleiła mi się niechcący guma do żucia żeby to szlag. Czuję, jakby mi szyję uciskała korporacyjna apaszka w kolorze logo, misji i wizji, i odpinam jeden guzik bluzki, marząc o dresie w kolorze jakimkolwiek. Nigdy i z wielu powodów nie mogłabym pracować w żadnej korporacji.

Ale do takowej jedziemy właśnie, więc uśmiechnijmy się i przygotujmy wizytówki. Taksówka, recepcja, karta gościa (!), proszę spocząć. Jeżdżą windy w górę i w dół, stukają wprawnie obsługiwane obcasy i pikają karty, którymi otwiera się tu nawet drzwi toalet. Dzień dobry, zapraszam, proszę tędy i owędy. Zawsze jak siadam naprzeciwko nowo poznanej korporacyjnej osoby, sprawdzam, czy, mimo tego krawata i tej garsonki, da się do niej puścić oko. Nie puszczam, tylko sobie sprawdzam, czy się da. Czasem się da i wtedy jest fajnie, a czasem się nie da i wtedy śmiesznie za to jest. Siedzę, słów używam i głową kiwam proceduralnie, wyobrażając sobie rozmówcę mego ą ę, jak ziemniaki obiera w rozchełstanej piżamie.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Między innymi i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

11 odpowiedzi na „Dress code

  1. inna dresiara pisze:

    Taaaaa. Na pewno wszyscy w pociągu w mgnieniu oka rozszyfrowali, że to nie dress code a dresiara zwykła jedzie z nimi pociągiem. 😉

  2. inna dresiara pisze:

    Rozbawiłaś mnie. I przejrzałaś mnie tą opowieścią. Dzisiaj na mojej konferencji. Na wylot przejrzałaś . W mojej cholernej garsonce. Kocham Cię. 🙂

  3. Bez okularow pisze:

    Wyznanie miłosne mnie wzruszyło niezmiernie, cieszę się, że rozbawiłam;)

  4. BiauaGaua pisze:

    A jak to się sprawdza czy można puścić oko? 😀

  5. jaiameryka pisze:

    Ja rowniez poprosze o instrukcje obslugi sprawdzania puszczania oka…
    😉

  6. Ja puszczanie oczka sprawdzam na urzędnikach. Jak się da, od razu robi się lżej.
    A tekścik cudny 🙂
    ps. Pierwszy komentarz do wykasowania 🙂

    • bezokularow pisze:

      Tak, tak, z urzednikami robię to samo. Ostatnio próbowałam też ze strażnikiem miejskim, który przyłapał mnie na przechodzeniu przez ulicę w niewłaściwym miejscu, ale tu się niestety nie udało:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s