Prosto czy w lewo

Wychodzę z pracy, schodek, schodek i się zastanawiam, schodek, schodek, czy najpierw pójść do domu, a potem na zakupy, schodek, czy może od razu na zakupy, schodek, schodek. Schodek, do domu, schodek, zakupy. Dobra, zawieszenie nogi nad schodkiem, do domu. Albo, zawieszenie nogi nad drugim, nie, zakupy. Koniec schodków, wyjście, w prawo  lub w lewo. To w prawo. Nie, w lewo. Piękna ósemka na chodniku, naprawdę, ładniejszej bym ręcznie nie narysowała. Może jednak  stanę i przemyślę sprawę raz jeszcze, bo zaraz wykonam drugą i mi się zakręci w głowie, a ludzie zaczną się  gapić. Przy takiej ósemce opisywana kiedyś „Jeszcze pietruszka!” to pikuś. No bo co bym musiała powiedzieć zaskoczonemu przechodniowi? „Przepraszam, ale nie umiem się zdecydować…”?

No nie umiem, nigdy jakoś nie umiałam, od dziecka. „Co chcesz, ruskie czy z mięsem?” „Nie wiem, a ty bierzesz jakie?” To bardzo męcząca cecha, mówię wam, zarówno dla nacechowanego, jak i dla jego otoczenia, które ponagla, tupie, prycha i wywraca oczami. W przypadku wyborów, w których naprawdę NIE WIEM i na szczęście aż tak bardzo nie przykładam wagi, postanowiłam więc już dawno stosować technikę „pierwszego z brzegu”. O ile się da oczywiście.  Dało się  idealnie przy losowaniu pytań na egzaminach, zakupie każdego nowego laptopa, telefonu czy suszarki, wyborze sukienki na studniówkę i kolczyków na wesele,  a raz nawet oferty pracy. I luz.

Gorzej, jak wiem, ale nie chcę powiedzieć, nawet sobie. Albo jak trochę wiem, ale wolałabym nie brać odpowiedzialności.  Też mam na to technikę, żebyście nie myśleli, że nie mam, tylko że beznadziejną. Nazywa się „to poczekajmy, co się wydarzy” i powstała z połączenia religijnego wychowania z oglądaniem od dziecka tych wszystkich głupich filmów, w których w ostatniej chwili ktoś  wbiega na lotnisko i krzyczy „zostań, bo cię kocham”, a ta osoba oczywiście zostaje, bo w sumie to chciała zostać, tylko jej wcześniej nikt nie krzyknął. Naprawdę powinni zakazać takich konstrukcji fabularnych, bo sieją zamęt i wprowadzają złe nawyki. Płynie potem taka niejedna z prądem i czeka na nagły zwrot akcji. Może złamię nogę i nie będę mogła jechać, a wtedy wyjdzie, że miałam nie jechać właśnie?  – obmyśla skomplikowaną strategię decyzyjną. Może ktoś przyjdzie i mi powie, żebym nie, to wtedy będę wiedzieć, że mam nie, bo przecież ja właśnie wolę nie – kombinuje, ignorując znaczenie ostatniej części wypowiedzianego właśnie zdania.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Między nami i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Prosto czy w lewo

  1. BiauaGaua pisze:

    Dwa tygodnie, ale się doczekałam 😀

    W chwilach wyboru proponuję wyobrazić sobie, że gonią Cię Niemcy z psami. Pomaga w ekstremalnie trudnych wyborach.

  2. stara żona pisze:

    „Na każdym naszym życiowym wyborze kładą się cieniem drogi nie wybrane. Te, których nie wybralismy i zostawiliśmy za sobą. Nigdy nie będziemy do końca spokojni, że wybralismy właściwą drogę” Taki ładany cytat mi się przypomniał. Choć chyba nie bardzo pomaga:)

  3. Bez okularow pisze:

    Znam ten cytat! To Tadeusz Gadacz, prawda?
    I pomaga i nie pomaga;)

  4. dzemek pisze:

    Dzień świra:)

  5. Przypomina mi się takie ładne powiedzonko, że jak się nie wie, dokąd się zmierza – to się zajdzie gdzie indziej 😉

  6. Tomek pisze:

    Mnie to przypomina inne, sądzę, że ze względów na płeć mózgu, męskie postrzeganie świata. Dylemat, który mnie zwykle nurtuje, to gdy widzę korek na drodze do celu, który obrałem – w którą stronę myknąć aby być tam jak najszybciej. Czy w lewo, a potem zaraz w prawo, czy prosto – w sam środek korka, który w końcu musi się rozproszyć. Jak będzie szybciej? W Krakowie to zawsze jest zagadką nieprzeniknioną, bowiem ni stąd ni zowąd, korki tworzą się w miejscach, w których ich nie powinno być. I w porach co najmniej zaskakujących. Tydzień wcześniej o tej samej godzinie ich nie ma a tu nagle….Czy to pogoda czy inne biesy….W każdym razie GPS w mojej głowie działa nieustannie- a że jeżdżę dużo po naszym pra-stołecznym mieście, to i rozstrzygnięć pada mnóstwo. Ale jak powiedział mój kolega: i tak nigdy się nie dowiesz która droga była szybsza, bo Cie tam nie było….

  7. Bez okularow pisze:

    To faktycznie „męskie” postrzeganie:), bo tutaj podejmowanie decyzji opiera się na racjonalnej kalkulacji. U mnie przy wyborach to ani kalkulacja, ani racjonalizm:)

  8. Tomek pisze:

    Nie obce mi były tego typu rozstrzygnięcia. Do czasu jak objąłem pewne kierownicze stanowisko. Tu się już nie dało. Mój zwierzchnik rzekł wtedy, ze błędna decyzja jest lepsza od żadnej.
    I tego się teraz trzymam.
    I wydaje się, że się to sprawdza…

  9. Czytelniczka pisze:

    Tydzień temu pod zakrętką soczku „Tarczyn” przeczytałam, że zjawisko to nosi nazwę abulia 😉

  10. Bez okularow pisze:

    Poczytałam na WIKI… Brzmi strasznie!:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s