Z dedykacją

Jak byłam dzieckiem, zazdrościłam trochę jedynakom. Wydawali mi się jacyś tacy egzotyczni, prawie jak ciocia z Ameryki lub rasowy kot z rodowodem, którego nie można dla zabawy złapać za ogon. Znałam tylko dwóch lub trzech, więc może dlatego. Próbowałam sobie wyobrazić, jak to jest, siedzieć przy obiedzie tylko z rodzicami, z których żadne raczej nie kopie nas pod stołem, nie wykrada kawałków deseru z talerza ani się nie przezywa. W domu posprzątanym, cichym i wykwintnym. Tak, na pewno wykwintnym.

Mój dom wykwintny nie był. Ani posprzątany.  Ani – tym bardziej – cichy. Stół, przy którym zasiadaliśmy, porysowany był od spodu kredkami, podobnie jak niektóre ściany. Framugi drzwi służyły do wspinania i były lepkie od chłopięcych palców, w każdym pokoju można się było potknąć o samochodzik lub klocki, a na podwórku o miskę z „ciapajką” (wynalazek mojego brata: jajka pomieszane z błotem; tajna produkcja została wstrzymana natychmiast po wykryciu jej przez zaalarmowane donosem (chyba moim) Siły Rodzicielskie). Wszystkie pomieszczenia wypełniał nieustanny hałas produkowany z energią godną lepszej sprawy przez obu moich braci, przy silnym wsparciu Nadzorującej Siły Rodzicielskiej (mama). Zatykałam uszy i trzaskałam ze złością drzwiami. Tylko tata stał wiernie po Cichej Stronie Mocy.

Obowiązki Starszej Siostry wypełniałam z umiarkowanym entuzjazmem. Brałam na siebie dzielenie słodyczy od wujków i cioć (trzy czekolady były proste, ale już paczka dropsów wymagała cierpliwości i skrupulatności w liczeniu, przeprowadzanym pod okiem Braterskiej Komisji do Spraw Sprawiedliwego Podziału) oraz rolę animatora zabaw (dyrektor programowy i artystyczny radiowego programu ATR nagrywanego na zakupionym za komunijne pieniądze Kasprzaku, nauczycielka specjalizująca się w dyktandach). Wymyślane przeze mnie zabawy z pewnością poszerzyły moim braciom horyzonty, a pojedyncze wpadki (zaproszenie brata w roli Chrzestnego na „komunię” mej lalki Basi i poczęstowanie go kilkoma miskami samodzielnie przyrządzonej zupy szczawiowej (szczaw prosto z łąki zalany zimną wodą), po której cierpiał dość znacznie) nie powinny tego wniosku przekreślać.

Umiarkowany entuzjazm często przemieniał się jednak w silne poczucie pokrzywdzenia. Nerwowo reagowałam na każde „ustąp”, „bądź mądrzejsza”, „przypilnuj” i „jesteś starsza”. Jeszcze bardziej nerwowo na „możesz iść do Beaty, ale tak, żeby cię nie widzieli”, „weź ich w takim razie ze sobą” i „co się stanie, jak sobie z wami posiedzą?” Przyznaję, że wielokrotnie zdarzało mi się wyciągać jednego z braci z mojego pokoju za nogę (a potem skarpetkę), nie zważając na rozdzierający krzyk, rozpaczliwe wbijanie paznokci w dywan oraz świadków w postaci koleżanek. Posuwałam się także do okrutnych i wypowiadanych bez mrugnięcia oka kłamstw („Mama powiedziała, że ci kupiła loda, idź zobacz!”; „A pociekacie na mnie?”; „Poczekamy”), do popychań, kopniaków i szturchańców (choć tutaj wymiana była zwykle dwustronna) oraz do zapisywania kartek pamiętnika rozpaczliwymi wyznaniami w stylu „nienawidzę tych durnych głupków” i – wzbogacone odpowiednią grafiką – „durne głupki! durne głupki!!!” To zwykle w takich chwilach zazdrościłam jedynakom.

Tak sobie to właśnie wszystko przypomniałam, odkładając słuchawkę po rozmowie z jednym z tych głupków. Dwugodzinnej prawie rozmowie, bo jak zwykle nie mogliśmy się nagadać.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Między nami i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Z dedykacją

  1. Komentarze przeniesione ze starego adresu bloga :) pisze:

    Komentarze przeniesione z poprzedniej witryny:

    dodano: 27 stycznia 2012 13:20

    Wszystko zależy… Znam jedynaków, którzy mają braterskie/siostrzane relacje z kuzynami i ludzi, którzy mają rodzeństwo i w ogóle z nimi nie gadają. Skoro nie możesz się nagadać – masz szczęście:)

    autor starażona
    dodano: 24 stycznia 2012 22:52

    Urokliwe i takie ciepłe… 🙂

    autor scenki
    dodano: 23 stycznia 2012 17:34

    Zawsze wydawało mi się i nadal mam takie wrażenie, że ludzie bez rodzeństwa są jacyś tacy niespełnieni, samotni. To prawie tak samo, jakby nie mieli rodziców. Mysle, że ludzie, którzy chcą mieć tylko jedno dziecko, robią mu straszną krzywdę, często rozpieszczają je i z takich dzieciaków robią się zarozumiałe bachory, które nie dają sobie nic powiedzieć. Już lepiej codziennie się kłócić z głupkami, niż być samotnym.
    Ale się nakreciłam przez tą notkę! 🙂 Pozdrawiam 🙂

    autor onlywords

    blog: onlywords.bloog.pl
    dodano: 22 stycznia 2012 23:14

    Ale fajoski tekst. Mam nadzieję ze moze moje dzieciaki też wyrosną na ludzi!

    autor Sabina

    blog: sensowny.blog
    dodano: 22 stycznia 2012 11:50

    Ostatnie zdania mówią wszystko. Bycie jedynakiem jest niezłe w dzieciństwie. Potem już tylko koszmar. Ale może przesadzam, wszystko ma 2 strony medalu.

    autor kE jedynak
    dodano: 21 stycznia 2012 9:05

    Cudowny tekst. Naprawdę wspaniały!

    autor kasiakm
    dodano: 20 stycznia 2012 22:54

    Czytając wpis aż zrobiło mi sie cieplutko na serduszku, bardzo przypomina mi to moje dzieciństwo tyle że z jednym bratem ale również było wesoło i czasem bardzo niebezpiecznie.
    Ja nigdy nie zazdrościłam jedynakom w sumie do dzis im współczuję. Ja bawiłam się z nim samochodzikami a on ze mną lalkami i miśkami. Były też wojny, bijatyki i wspólne oglądanie bajek.
    Pozdrawiam!

    autor Magda

    blog: magdadiary.bloog.pl
    dodano: 20 stycznia 2012 22:18

    oj aneta…masz ten dar:)niema to tamto…

    autor TEN GŁUPEK

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s