Prawa Fajności Rzeczywistej i apel do mam

Młody człowiek potrzebuje sporo czasu i wysiłku, aby wypracować sobie poczucie własnej fajności. Niektórym oczywiście przychodzi to łatwiej, a innym trudniej, ale na to nic już nie poradzimy. Jeśli trudniej, to trzeba cierpieć i już, licząc, że wszyscy nieprzekonani kiedyś się jeszcze zdziwią, widząc nas na plakacie/ podium/scenie X Factor/ liście najhojniejszych darczyńców/ zdjęciu w albumie „Wybitni Polacy papieżowi” czy co tam nam się jeszcze podczas karmienia wyobraźni pojawia. Na pociechę można tu także przywołać Pierwsze Prawo Fajności Rzeczywistej mówiące, że poziom poczucia własnej fajności danej osoby bywa odwrotnie proporcjonalny do poziomu jej fajności w oczach innych. Przykłady na pewno każdy zna z życia.

Metody na wypracowanie poczucia własnej fajności są różne. Z oczywistych taka na przykład gitara. Albo dredy. Tatuaż. Wiersze (że tak pozwolę sobie sięgnąć do własnych wspomnień) w klimacie przedwczesnej Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej. Ważne, żeby działało. To ciężka praca – takie budowanie, i pamiętajmy, że każdy wykonuje ją według własnych pomysłów i kryteriów. Kiedy więc jesteśmy w tramwaju świadkami rażącego uszy monologu nastolatka o tym, jak on to się wczoraj „kur… naje…”, powstrzymajmy swe święte wzburzenie i okażmy trochę wyrozumiałości chłopięciu, które za pomocą jedynych znanych sobie środków i według zatwierdzonych przez jego towarzyszy kryteriów, w pocie czoła wypracowuje oto poczucie własnej fajności. Zostawmy go przy tej ciężkiej pracy, powtarzając sobie na pociechę Drugie Prawo Fajności Rzeczywistej, które mówi, że fajność rzeczywista jest pojęciem względnym.

Może się mylę, ale z moich obserwacji wynika, że gorzej ma płeć męska. Nie dość, że zwykle podchodzi do wypracowania poczucia własnej fajności bardziej ambicjonalnie, to miewa też trudnego w tym boju przeciwnika w postaci własnej rodzicielki. Nie chcę uogólniać, ale wiele ze znanych mi mam posiada jedyny w swoim rodzaju i pieczołowicie pielęgnowany talent do osłabiania a nawet całkowitego dewastowania poczucia własnej fajności u swych synów. Mam dwóch braci i sporo kuzynów to trochę widziałam.

Siedzi sobie na przykład taki młody mężczyzna w pokoju z kolegami, o poważnych, życiowych sprawach rozmawia, piwo może nawet przy tym popijając, paluszka słonego może nawet zagryzając. Poczucie własnej fajności utrzymuje mu się na akceptowalnym poziomie, wzrastając od czasu od czasu po jakimś dobrze opowiedzianym dowcipie. Miło jest. Miło jest, aż do pokoju mężczyzny wchodzi rodzicielka jego własna, po twarzach kolegów jego niechętnie przejeżdżając i pytanie niecierpiące zwłoki głośno i wyraźnie wypowiadając: „Piorę właśnie, jakieś skarpetki brudne masz?” Alarm! Twarz mężczyzny młodego blednie i czerwienieje na przemian, a wskaźnik fajności własnej zaczyna niebezpiecznie zmierzać ku dołowi. Błagalne „Mamo” jest ratunkiem pozornym tylko, zaraz po nim bezlitosny przeciwnik decyduje się bowiem na cios ostateczny: „Piwo pijesz? Znowu chcesz mieć biegunkę?” Koniec. Koledzy spuszczają głowy jak żałobnicy nad trumną, fajność własna naszego młodzieńca pogrzebana zostaje na długi czas, a rodzicielka udaje, że nie wie, o co chodzi.

Albo inny przykład z życia: młodzieniec wnosi tacę z herbatą zrobioną na prośbę mamy swej do pokoju pełnego gości. Na tacy, razem z herbatą, niesie niepewnie Fajność Własną, ciągle w budowie jeszcze, podobnie jak młodzieńca nad wargą zarost. Rodzicielka te składniki ignoruje. Patrzy na niego krytycznie, by z mieszaniną troski i nagany, wypowiedzieć nieubłagalne: „Tylko znowu nie rozlej.” I co? Nasz młodzieniec może już tylko bezradnie patrzeć, jak poczucie własnej fajności wiotczeje mu i obumiera, jak taca w rękach jego zaczyna drgać, jak herbata z filiżanek na spodeczki się wylewa i jak rodzicielka jego własna kwituje to wszystko magicznym „A nie mówiłam?”, by dla jasności dodać jeszcze: „Zawsze taki ciapa!”

A więc apel do mam wystosowuję taki: pozwólcie synom swym poczucie fajności własnej w towarzystwie zachować, a błogosławić was będą. Amen.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Między innymi i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Prawa Fajności Rzeczywistej i apel do mam

  1. Komentarze (z poprzedniego adresu bloga) pisze:

    dodano: 05 grudnia 2011 9:55

    mamamia – dziękuję, za tego Gombrowicza, bo faktycznie jestem fanką i ten post miał się trochę do „Teorii Formy:)” odwoływać:)

    Zgadzam się, że to nie tylko kobiety. Widziałam mężów upupiających żony też, choć przyznaję, że rzadziej niż odwrotnie. Matki synów – bardzo często, ale nie wiem, czy to powszechne zjawisko, czy tylko ja mam takie szczęście.

    Pytanie o powód chyba pozostaje dla mnie bez odpowiedzi. Może rację ma kE, że to pokazywanie władzy nad innymi – budowanie swojego poczucia wartości?

    autor bezokularow

    blog: bezokularow.bloog.pl
    dodano: 04 grudnia 2011 11:10

    Tak oto przeszliśmy szlak bojowy: matki ->kobiety ->polskie kobiety ->polacy ->ludzie.
    choc przy tym ostatnim mam jeszcze wątpliwości. Motylek do mnie zawitał, w grudniu. Widocznie u mnie ciepło.

    autor kE
    dodano: 04 grudnia 2011 9:32

    Pani Zima i kE: z upupianiem można się spotkać faktycznie wszędzie – upupiać można ucznia/ petenta/ koleg/ syna/ męża/ klienta… Wszyscy czytaliśmy Ferdydurkę!:) Nie wiem, czy to tylko polskie zjawisko, wydaje mi się, że niekoniecznie…

    autor mammamia
    dodano: 04 grudnia 2011 9:17

    KE: owszem to Polskie piekielko. Nie nalezy przypisywac tego typu zachowania jedynie kobietom.

    autor PaniZima
    dodano: 03 grudnia 2011 23:47

    ..poza tym widziałem niedawno starszego dziennikarza, który w telewizorni upupiał młodszego dziannikarza. Na oczach miliardów telewizorniczów! Zatem Ergo nie jest to li tylko cecha Matki Polki, ale jeden z filarów tak zwanego polskiego piekła 🙂

    autor kE
    dodano: 03 grudnia 2011 22:33

    no tak, to zależy czy oceniamy motywacje takiego działania, czy jego (przewidywalne przecież) skutki. Jak skutki, to faktycznie – kretynki.

    autor kE
    dodano: 03 grudnia 2011 22:02

    KE-ale jak inaczej mozna nazwac zachowania typu; ponizania drugiej osoby w gronie znajomych/kolegow z pracy itd. To najwyklejsze okazywanie wladzy nad drugim czlowiekiem, umniejszanie kompetencji i zarazem wartosci tego czlowieka. I wlasnie pobudkami tego typu zachowan jest strach ktory,wydaje mi sie, wyplywa z braku obycia spolecznego, empatii w stosunku do drugiej osoby.

    autor PaniZima
    dodano: 03 grudnia 2011 21:18

    ..ale że kretynki społeczne to się nie zgadzam. Tym co wam daje miażdżącą przewagę nad nami jest właśnie instynkt społeczny.

    autor kE
    dodano: 03 grudnia 2011 14:42

    PaniZima – i paradoksalnie są to często bardzo atrakcyjne kobiety. Wydaje mi sie ze taka agrsja jest rodzajem maski, atakiem wyprzedzającym dyktowanym strachem. Wystarczy taką babke przytulić. Przytulać.

    autor kE
    dodano: 03 grudnia 2011 9:32

    Nic tylko przytaknac. Takie gombrowiczowskie obserwacje:)

    autor mammamia
    dodano: 02 grudnia 2011 15:11

    Szczegolnie Polki czerpia przyjemnosc z psychicznego znecania sie nad swoimi dziecmi (synami i corkami), mezami, kolezankami z pracy itd.
    Wiecznie pouczaja upupiajac. Nie dziwie sie niektorym mezczyzna decydujacym sie na pozostanie samotnymi, bo jak tu wytrzymac z wariatka. Z obserwacji codziennych, Polki wrecz zachowuja sie jak kretynki spoleczne, zupelnie niedostosowane do obcowania z ludzmi.

    autor PaniZima
    dodano: 25 listopada 2011 18:06

    Niesamowicie fajna notka! Szczególnie trafny fragment o młodzieży wypracowującej sobie ‚fajność’ poprzez alkohol.
    Pozdrawiam! 🙂

    autor onlywords

    blog: onlywords.bloog.pl
    dodano: 24 listopada 2011 22:04

    starazona – oczywistości prawisz. Ale co z taka mamusią zrobić? np mój tato jak żył próbował jej wmówić chorobę psychiczną, bez skutku.

    autor kE
    dodano: 24 listopada 2011 21:12

    no pieknie ujete doswiadczone nie raz 🙂 pozdrawiam

    autor Zael
    dodano: 24 listopada 2011 15:15

    stary kawaler też ma mamusię – często bardziej natrętną niż ten żonaty:)

    autor starazona
    dodano: 24 listopada 2011 10:47

    no cóż, to jest po prostu słynna przemoc psychiczna z upodobaniem i talentem stosowana nie tylko przez mamy, ale kobiety wogóle. Właśnie dlatego wolę byc starym kawalerem niż masochistą.

    autor kE
    dodano: 24 listopada 2011 10:17

    Amen! Święta prawda!

    autor starazona

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s