Prawo i spolegliwość

Jestem z tych, co nie depczą trawy, jak jest napisane, żeby nie deptać, zachowują ciszę, jak jest napisane, żeby zachowywać i biorą do przymierzalni tylko trzy rzeczy, jak jest napisane, że można tylko trzy. Jak mam miejsce w kinie w pierwszym rzędzie, siadam w pierwszym i nie kombinuję. Jak mnie ktoś namawia do kombinowania, reaguję nerwowymi tikami, bo mi się przypomina szkolna trauma wyciągania mnie na wagary. Taka żenada. Tak mam.

Objawów jest jeszcze więcej: jak się zbliżam do bramki w sklepie, mam gulę w gardle, że zapika. Przechodzę przez nią uroczyście i powoli, tylko czekając na przeszywające piiiii. A przecież nie powinno być żadnego piiiii, bo nic nie chowam pod rękawem. Napisałam „pod rękawem”, gdyż moje jedyne złodziejskie doświadczenie miało miejsce w przedszkolu, z którego to, pod rękawem właśnie, wyniosłam raz majtki dla lalki sztuk jeden. Bo moja lalka nie miała, a chciałam, żeby miała. Mama kazała majtki odnieść na drugi dzień i wspomnienie pospiesznego ubierania roznegliżowanej lali, tak żeby nikt nie widział, do dziś podnosi mi ciśnienie. Może to stąd? Taka nauczka na całe życie?

A skąd wyjątkowy jakiś, przesadny respekt do przedstawicieli wszelkiej władzy? Gdy się w tramwaju pojawia  Pan Kanar, drętwieję na sekundę, mimo biletu w kieszeni. Gdy mnie mijają Panowie Policjanci, zaczynam iść jakoś prościej. Pod okiem Ochroniarza Sklepowego wyraźniej wkładam rzeczy do koszyka, pod okiem Pani Z Muzeum, jeszcze bardziej nie dotykam eksponatów. Przecież to jakieś nienormalne jest.

A tylu innych – bez problemu! Z piwem na Plantach, psią kupą na chodniku i z nieważną legitymacją w pociągu. Do kolejki bez kolejki, do kina bez biletu, do dentysty bez umycia zębów. Z jakimś takim luzem, który mnie przeraża i którego trochę zazdroszczę. Pojedyncze, spontaniczne próby naśladowania (patrz: opisywana już kiedyś ucieczka przed Panem Kanarem) kończą się u mnie uzależnieniem od relanium, więc lepiej, żebym jednak nie próbowała.

Pocieszam się trochę, że jest nas więcej. Moja przyjaciółka zaliczyła ostatnio spektakularny upadek z roweru – taki z siniakami, zadrapaniami, otarciami, dzwonkiem w zębach i szprychą we włosach. Pytam, co się stało. A, że jechała i w jednej ręce trzymała torbę. I że musiała tę torbę przełożyć do drugiej ręki, żeby, UWAGA: tą ręką, w której wcześniej była torba, dać znak, że skręca. Bo przecież trzeba zawsze dać znak, że się skręca. Utrata równowagi nastąpiła w momencie przekładania torby i jednoczesnej próby sygnalizacji. To się po prostu nie mogło udać. Co dla tematu ważne – koleżanka jechała małą, osiedlową uliczką i jechała nią sama, samiutka. Jeden przechodzień chodnikiem za nią szedł, ale jemu akurat było wszystko jedno, czy skręt będzie w lewo czy w prawo.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Między nami i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Prawo i spolegliwość

  1. Komentarze (z poprzedniego adresu bloga) pisze:

    dodano: 26 stycznia 2012 22:41

    Kurde brawo! tak trzymać! Podoba mi się. Jak byś uległa pokusie to wyądowałabś potem u mnie w robocie !
    I nie byoby przyjemnie oj nie było by!

    autor Sabina

    blog: sensowny.blog
    dodano: 14 września 2011 19:44

    Dzisiaj wychodzę sobie z empiku, a tu… piiiiiiii piiiiiiii piiiiiiii 😀

    autor Witold
    dodano: 13 września 2011 19:41

    Nie wiem czy Cię zmartwię czy nie ale prezentujesz po prostu zdrowe podejście do życia. Piszesz, że zazdrościsz luzu – pamiętaj, że taki luz mają osoby, które raczej nie wiedzą, a raczej nie odczuwają różnicy między dobrem i złem. Zdrowa psychicznie osoba gdyby jechała w tramwaju bez biletu będzie mieć tak wysokie ciśnienie i będzie tak podejrzliwie patrzeć na wszystkich pasażerów (czy aby to nie kanar), że uzna za drugim razem, że nie warto oszczędzać tych kilku złotych dla takich nerwów. A osoba, które jedzie bez biletu i jej to… wszystko jedno (pisząc ładnie) to znaczy, że coś z nią nie tak.

    autor Witold
    dodano: 13 września 2011 18:12

    Nie wiecie z czego żyją Romowie? Nie pracują a mają. O co tu chodzi? Przepraszam ze nie na temat.

    autor kE

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s