Transmisja na żywo

Na facebooku powstała ostatnio grupa, która zrzesza ludzi utożsamiających się z hasłem: „Gdy jestem widzem na nagraniu TV – NIE MACHAM DO KAMERY!” Wiem, bo dostałam zaproszenie od założycielki, którą trochę znam i z tego miejsca pozdrawiam. Jeśli akurat czyta. Założycielka w założycielskim manifeście wyjaśniła, że nie mogła oglądać telewizyjnej relacji z pewnego kabaretonu, bo ludzie na publiczności cały czas machali do kamery i to ją strasznie drażniło. Pomyślałam, że rozumiem, o co jej chodzi, a że nie było przycisku „rozumiem”, w geście solidarności kliknęłam zwyczajowe „lubię”.

Pal jeszcze licho kabareton. Na kabaretonie, wiadomo, ludzie mają dobre humory, bawią się i machanie do wyłapującej ich z tłumu kamery można potraktować jako przejaw radości – choćby z faktu, że ktoś uznał ich twarze za nadające się do pokazania na wizji. Tylko występujący akurat na scenie artysta może się poczuć trochę nie tego, bo jak machają, to wiadomo, że przestają słuchać, a jak przestają słuchać, to wiadomo, że czynią jego występ wobec wspomnianego machania drugorzędnym. Drugorzędność może zaś artystę, nawet kabaretowego, zaboleć. Pewnie dlatego nie mamy w telewizji transmisji na żywo ze spektakli teatralnych.

Mamy za to transmisje inne. I jak ma się na przykład czuć niezłomny rycerz TVP, Piotr Kraśko, gdy ustawiając się z mikrofonem na tle wycinka zgromadzonego gdzieś (na przykład pod jakimś pałacem)  tłumu, informuje widza poważnym tonem, że oto „ludzie zebrali się, by w skupieniu oddać cześć…”, a tenże wycinek zaczyna mu za plecami wychodzić z żałobnej roli i machać do siedzących przed telewizorem mam, ewentualnie cioć? Albo gdy ten sam rycerz, nie lękając się ścisku, donosi z  krakowskich Błoń, że „tłumy pielgrzymów czuwają na wspólnej modlitwie”, a tuż za nim kilkoro przedstawicieli tychże tłumów zaczyna zachowywać się jak rodzina z Familiady, po której przelatują napisy? Nie mówicie, że nigdy nie widzieliście. Gdybym była jakąś konsultantką w telewizji, zwróciłabym im już dawno uwagę, że tłum wygląda pompatycznie tylko z lotu ptaka i umieściła Kraśkę w paralotni. W zbliżeniu tłum robi bowiem głupie miny, ziewa albo zaczyna machać.Tak ma.

Tak ma, ale może nie powinniśmy być wobec niego zbyt krytyczni. Bo co, jeśli to człowiecze machanie ręką na widok kamery niekoniecznie jest odruchem tak bezwarunkowym jak psie machanie ogonem na widok pana? Bo co, jeśli jest gestem obronnym, oswajającym niespodziewane wydobycie z cienia anonimowości?

Pamiętam, gdy będąc dziewczęciem około dwunastoletnim, uczestniczyłam w weselu mojego kuzyna, na którym po raz pierwszy w naszej rodzinie pojawiła się kamera. Trwała msza, a kamerzysta przemierzał kościół, filmując po kolei wszystkich gości. Ławka po ławce. Twarz po twarzy. Powolutku, bez pośpiechu. Siedziałam chyba w ławce czwartej i, gdy kamerzysta skupiał się na wujku w trzeciej, czułam już takie napięcie, że zaczęłam się bać, że albo za chwilę zemdleję albo wydam jakiś głeboko kompromitujący dźwięk. Kamera zarejestrowała mój błagalny wzrok uparcie utkwiony w kark siedzącej przede mną cioci, zaciśnięte usta i spływającą po czole strużkę potu. Jakżeby mi wtedy pomogło machanie, gdybym tylko znała tę metodę reakcji!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Między innymi i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s