Ciemna strona mocy

Żaden człowiek uważający się za „raczej dobrego”, nie jest dobry zawsze – zdarza się, że ciemna strona mocy łapie go jak żaba muchę – szybko, precyzyjnie i niespodziewanie. Ta banalna prawda objawiła mi się pierwszy raz wiele lat temu, gdy w przypływie nieoczekiwanego, wydobytego z zaryglowanych dotąd piwnic mojej dziewczęcej duszyczki impulsu, uciekłam Panu Kanarowi, nie zatrzymując się na wołanie i roztrącając przy tym zdziwionych przechodniów. Od razu dla jasności zaznaczę, że miałam ci ja wtedy bilet miesięczny, alem go nie wzięła. Bo w szkole był apel i nie potrzebowałam plecaka, więc plecak został w domu, razem z biletem w kieszonce. Na wspomnianym apelu deklamowałam później wzniosły, patriotyczny wiersz, czując się przy tym tak podle jak Piotr po trzecim kogucim pianiu i wyobrażając sobie, że już zaraz, już za chwilę, drzwi auli się otworzą i do środka wpadnie specjalna jednostka policji z obrażonym Panem Kanarem na czele, który natychmiast wypatrzy mnie na scenie i krzyknie, wskazując palcem: Brać ją!

Od tamtej pory prawda o ciemnych korytarzach ludzkiej natury nie raz przypominała mi o swym istnieniu. Oto na przykład – idę ulicą, i z kieszeni przypadkiem wylatuje mi zmięta ulotka reklamująca szybki kredyt. Wylatuje, spada na chodnik i zostaje na tym chodniku, bowiem ja jej nie podnoszę. Więcej – nawet się nie odwracam, choć dobrze wiem, że zostawiam za sobą sponsorowany przez Kasę Stefczyka, kolorowy ślad mojej niegodziwości. Moment zawahania trwał zbyt długo i teraz przecież już nie mogę zawrócić. Każdy krok oddala mnie od ścieżki prawości, ale zawrócenie byłoby przejawem obciachowej niekonsekwencji. No, chyba że udam, że dopiero teraz to zauważyłam. Udać? Nie, za późno. Bez sensu. Decyzja zapadła. Kroczę więc dalej jak zimna nie powiem kto i czuję jak mrok pokrywa mi duszę. Nie odpowiadam na pytanie o godzinę zadane mi przez pana o piwnych oczach i jeszcze bardziej piwnym oddechu i slalomem omijam wyciągnięte w moją stronę jak po pomoc dłonie ulotkarzy. Dziś spadajcie, dziś mam serce z kamienia. Przyznaję ze smutkiem, że gdybym w tym nastroju wsiadła do tramwaju, dysząca nade mną babcia musiałaby odstać swoje.

Albo tak: pani wydaje mi pieniądze w sklepie, a mi się coś wydaje, że wydała za dużo. Mogę być w błędzie, bo nie umiem liczyć, ale niech to nie będzie moje usprawiedliwienie. Sekunda na decyzję, a po niej – albo mrok w sercu i kamień w sumieniu, albo triumf sprawiedliwości i fala pozytywnych uczuć. Gdybym na takiej fali wsiadła do tramwaju, poderwałabym się z miejsca na dźwięk babci dyszącej z drugiego końca wagonu, a pana o piwnym oddechu obdarowałabym nie tylko informacją o godzinie, pogodzie i stanie wód w Wiśle, ale też i pewnie dwoma złotymi. Niech ma. Dziś bierzcie i jedzcie, bo dziś mam serce dla wszystkich. Dla ciebie żebraku, dla ciebie ulotkarzu i dla ciebie niewidomy zagubiony na skrzyżowaniu.

Wiem oczywiście, że są tacy, którzy zawsze dobrze i zawsze na tak, bez wahania do papierka, do żebraka i do kobiety z za ciężką siatką. Oni się nazywają Społecznicy i ja ich podziwiam bardzo, bijąc się w pierś, że ja to czasem tak, a czasem zupełnie nie. Choć bywa, że spektakularnie tak. Z tego miejsca chciałabym pozdrowić sympatycznego i bardzo przekonywującego pana spotkanego kiedyś na ulicy Długiej, któremu dobrowolnie, choć po długich pertraktacjach, podarowałam 50 złotych na bilet na pociąg. Bo niby, że mu brakowało. Ale obiecał, że odda.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Między innymi i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s